sierpień22

rozdział 2.

dodano: 22 sierpnia 2012 przez antoninalitewnicka


Nadszedł czas, aby przebrać się na wieczór. Wybrałam tunikę w kolorze delikatnej zieleni od Hermesa, i żakiecik oraz szpilki. W razie czego założę dres. Uśmiechnęłam się do siebie. Jeszcze tylko błyszczyk i voila, będę gotowa.

Punktualnie o 20 zadzwonił dzwonek. Ellie otworzyła drzwi i do mieszkania wpadły Juliett i Renee, a razem z nimi ich chłopaki, Matthew oraz Sebastien, a także Eric i Blake.

- cześć, pięknie wyglądasz. –rzucił Blake na powitanie, po czym wszyscy rzuciliśmy się, aby się wyściskać na powitanie.

- zapraszam do środka. – powiedziałam i wskazałam im drogę do salonu.

Kiedy wszyscy już usiedli na kanapie, i zaczęli się jak zwykle przekomarzać, Eric z Blake’m poczuli się już dosyć swobodnie w towarzystwie moich przyjaciółek i ich chłopaków, zadzwonił dzwonek po raz drugi.

Podeszłam do drzwi i otworzyłam Nicolasowi, oraz Hallow i Blair.

- zapraszam. – rzuciłam lodowato, wzięłam od Nicolasa kwiaty i nawet nie zaszczyciłam dziewcząt spojrzeniem. Niech wiedzą, z kim zadzierają.

Usiedliśmy przy stole, otworzyłam butelkę wina i uśmiechnęłam się do moich przyjaciółek. Rozlałam wino do kieliszków i uniosłam swój w górę.

- dziękuję, że wszyscy tu przyszliście. Mam nadzieję, że nasze spotkanie dzisiejsze zaowocuje przyjaźnią i że poczujecie się należycie przywitani. –uśmiechnęłam się do Blake’a, nie zwracając najmniejszej uwagi na Nicolasa, który chyba poczuł się trochę nieswojo.

Wznieśliśmy toast i wypiliśmy wino, zagryzając co jakiś czas przekąskami przygotowanymi przez Ellie.

- Renee, idziesz zapalić ? – zapytałam, i kiwnęłam głową jednocześnie na Juliett, która uśmiechnęła się do mnie i ruszyłyśmy na balkon. Jeszcze nie podejrzewałam, jak tragicznie może zakończyć się ten wieczór.

-czy mi się wydaje, czy oni są razem ? – zapytała Juliett.

- kto ? – Renee jak zwykle była malo przytomna.

- no Eric i Blair, oraz Hallow i Blake. – powiedziala Juliett, jakby to było oczywiste, i przewróciła oczami.

Spojrzałam na nią, jakby z byka spadła.

- a może i masz rację, choć wydaje mi się, że Hallow nieźle sobie poczyna z Nicolasem, co z resztą było dzisiaj na Tweeterze. – powiedziałam, zaciskając zęby i strzepując popiół.

Nienawidziłam tych dwóch panienek za to, że weszły mi w paradę.

- hmm, no na to chyba wygląda… - mruknęła Renee, odwracając się w stronę mieszkania. I w tym momencie odwróciła się na pięcie, pokazując coś Juliett.

- co jest dziewczyny ? – obie miały takie miny, jakby nie wiadomo co się stało.

- nie chcemy psuć ci wieczora, ale  chyba musisz coś zobaczyć. – powiedziała Juliett.

Zmarszczyłam brwi.

- co jest ? – zapytałam. Renee milcząc pokazała mi głową na mieszkanie.

Zajrzałam do środka i osłupiałam. Hallow robiła maślane oczka do Nicolasa, a on pocałował ją w policzek !

Byłam wściekła, lecz nie dałam tego po sobie poznać. Niech wiedzą, że Veronica Lee jest prawdziwą królową.

Zgasiłam szybko papierosa w popielniczce i weszłam do środka. Byłam wściekła, jak malo kiedy.

- Renee, porozmawiaj z Nicolasem i daj mu do zrozumienia, że nie jestem nim zainteresowana już dłużej. – powiedziałam lodowato, poszłam do lodówki i wyciągnęłam dla siebie butelkę piwa. Nienawidziłam takich sytuacji. Kiedy jakaś kurewka wchodziła mi w paradę. Nie podobało mi się to i miałam nadzieję, że Hallow doskonale zdała sobie sprawę z tego, że zostanie zniszczona…

Nie wiem, jakim cudem dotrwałam do końca imprezy. Wiem tylko, że Eric i Blake byli bardzo zadowoleni, kiedy wychodzili.

- dzięki, Nicky, było fantastycznie. – byli narąbani jak mało kiedy, bo kochana Renee wpadła na pomysł gry w alkochińczyka.

Roześmiałam się i każdego z nich pocałowałam w policzek.

- cieszę się, że wam się podobało. Wpadniemy po was jutro przed szkołą, ja i dziewczyny, okej ? – zapytałam, a oni zgodzili się ochoczo. Wymieniliśmy się numerami i chłopcy pojechali do siebie do domów.

Nicolas mruknął tylko ciche przepraszam, i wyszedł, nawet nie obejrzawszy się na swoje koleżanki.

- cześć, dziewczyny. – powiedziała Juliett, która jako jedyna potrafiła być dla nich miła. Zarówno ja, jak i Renee, bardzo się do nich uprzedziłyśmy. No cóż, tak to już bywa w świecie.

Zamknęłam za nimi drzwi i kiedy już poszli Matt i Sebastien, opadłam na kanapę bez sil. Było już dobrze po pierwszej w nocy i wszystkie wiedziałyśmy, że nie zaśniemy. Hmm, co by tu nam humor poprawiło ?

- co powiecie na dużą porcję czekoladowych lodów ? – zapytałam, a dziewczyny spojrzały na mnie z uśmiechem.

- jasne, czemu nie. – mruknęła Renee, odpalając kolejnego papierosa. Nie przejmowałyśmy się tym, że nie wolno palić w domu.

- jesteś genialna. – Juliett ucalowała mnie w policzek i poszłyśmy nakładać lody.

Kiedy wyjęłyśmy pudełko z zamrażalnika, spojrzałam na nią i podałam jej miseczki.

- Julie, czemu on tak postąpił ? – zapytałam. To był pierwszy raz, kiedy chłopak wolał inną niż mnie.

- och kochanie… - przytuliła mnie, a ja, nie przejmując się makijażem, uroniłam kilka łez.

- Blair i Hallow zaledwie kilkanaście godzin są w Nowym Jorku, a już wszystko psują. – powiedziałam, zasmarkana. Nałożyłam lody i zaniosłam do salonu. Wszystkie trzy przebrałyśmy się w dresy i oglądałyśmy „Śniadanie u Tiffaniego” , nasz ulubiony film.

Wytarlam łzy i szybko zapomniałam o rozczarowaniu Nicolasem, kiedy film i lody skutecznie zajęły moją uwagę. Uwielbiałam moje przyjaciółki. Odkąd pamiętałam, byłyśmy niemal nierozłączne. Matka Juliett była bliską przyjaciółką mojej mamy, nic więc dziwnego, że jako dzieci razem chodziłyśmy na balet czy francuski. Z kolei tata Renee był dobrym przyjacielem ojca Juliett, więc wszystkie razem byłyśmy zapisywane na zajęcia, choć moja mama nigdy jakoś specjalnie nie polubiła pani Rosengardener. Była to jedna z tych kobiet, które świata nie widziały poza eleganckimi bankietami. Natomiast moja matka, słynna Alice Lee, oraz Dorothy Carrey, matka Juliett, były przede wszystkim dobrze wykształconymi kobietami, i prowadziły często intelektualne potyczki, co niezmiernie nudziło Helen Rosengardener, bo nie rozumiała prawie nic. Zawsze nabijałyśmy się z niej, kiedy nasze matki zapraszały ją na podwieczorek. Dlatego Helen Rosengardener postanowiła, że jej córka, Renee, od małego będzie się kształcić. Do wyższych sfer trafiła tylko dzięki Williamowi Rosengardenerowi, swojemu mężowi, który był jednym z największych importerów pralek czy czegośtam. Nigdy nie byłam w stanie zapamiętać, co to było.

Matka Juliett była córką mera Paryża, Jeana-Paula Barreau, więc siłą rzeczy również obracała się w wyższych sferach. Wyszła za Marka Carreya, polityka, jak miała lat dwadzieścia. Teraz, mając czterdzieści, wyglądała niesamowicie młodo, a ja podziwiałam ją, bo nie stosowała żadnych zabiegów chirurgicznych, nie to co matka Renee. A moi rodzice ? hmm, to małżeństwo było planowane, odkąd matka miała lat czternaście, więc nie miała wyboru, bo nie chciała przynieść wstydu ojcu, importerowi angielskiej herbaty, i jako Alice Kingsley wyszła na Johna Lee, kiedy miała 18 lat, a on trzydzieści sześć. Moja matka jest bardzo młoda, ale uznała, że nie będzie siedziała i grzybiała w domu, jak Helen i zawsze wyjeżdżała z ojcem na delegacje i inne takie. A mnie zostawiała pod opieką Ellie, gospodyni.

- no, wreszcie koniec. – ziewnęła Renee i poszła się umyć. Była trzecia, więc stwierdzilyśmy wspólnie, że czas na papierosa, a potem spróbujemy zasnąć. Moja matka kupiła mi ogromne łóżko, dzięki czemu wszystkie się na nim mieściłyśmy doskonale.

Położyłam się z głową w dól na łóżku i zastanowiłam się nad tym, czemu tak właściwie Hallow koniecznie chciała odbić mi Nicolasa.

- Julie, wiesz co ? – wydmuchnęłam dym z papierosa, tworząc kółka ulatujące pod sufit.

- myślę, że ta suka dużo jeszcze namiesza w moim życiu, które jak dotąd było idealne. – powiedziałam, leniwie paląc papierosa.

- co zamierzasz zatem zrobić ? – zapytała, bawiąc się swoimi włosami.

- myślę, że po prostu trzeba jej pokazać, że jej tu nie chcemy i że nie ma tu dla niej miejsca. – powiedziałam, uśmiechając się do niej.

- hmm, Wiecie, że jutro jest trening ? – zapytała Renee, wchodząc do pokoju i kapiąc wodą na mój piękny, różowy dywan.

- o nieeeee, no tak, zapomniałam zupełnie. – jęknęłam. Nasza drużyna była całkiem beznadziejna. Ja, Juliett i Renee byłyśmy najlepszymi cheerleaderkami, jakie widziała ta szkoła kiedykolwiek, lecz o reszcie nie można było tego powiedzieć.

- założę się, że Hallow i Blair jutro się tam pojawią. – powiedziała złośliwie Juliett.

- myślę, że zostaną wykopane stamtąd szybciej, niż wejdą. W końcu kto jest kapitanem ? – zawołała Renee ze śmiechem.

W końcu udało nam się zasnąć. Czekałam tylko,  aż na treningu będziemy mogły pokazać, kto tam rządzi.

 




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy